Leżę kolejną godzinę bezczynnie. Nie chce mi się nawet płakać. Przeżywam objawy złamanego serca. Zamulająca muzyka towarzyszy ciemnościom w pokoju. Nie przestaję kochać Kogoś, kto mnie dawno opuścił. Niemyślenie — przemiennie zastępuje mi analizy, co robię nie tak, lub nie robię, albo robisz nie tak, lub nie robisz — że nie jesteśmy razem. Dzisiejsze spostrzeżenie, że chyba czekasz aż to ja zerwę kontakt, podejmę decyzję o rozstaniu, które Ty zapragnąłeś i wykonałeś. Głupie serce moje, że się na to zgodzić nie chce i kocha Ciebie wciąż mocno, mimo osamotnienia. Umysł nie chce być racjonalny, tęskni. Co mi się w Tobie spodobało? Chyba nie da się wyczerpać ani uporządkować listy. Na pewno zamiłowanie do dźwięku i słowa. Bardzo kocham Twój gust muzyczny, pamięć do cytatów, autorów, okładek. Na pewno bliskość natury, dom rodzinny, kilometry przemierzane butem i kołem. Na pewno barwa głosu, uśmiech i spojrzenie, które zatapiają mnie i rozświetlają wciąż w nadziei. Otwarcie na wiec...
Rzeczy, wspomienia... to z pewnością boli.
OdpowiedzUsuńNa te pytania nie ma konkretnej odpowiedzi. Każdy będzie miał swoją.
OdpowiedzUsuńtak jest.
Osttanio przypadkiem w necie znalazłem opis, który mówił, że najpierw trzeba pokochac siebie, potem życie a nstępnie można pokochac kogoś innego. To bardzo dojrzałe. Znajdą się tacy, którzy stwierdzą, że egoistyczne ale moim zdnaiem rozsądne. Ksiądż A. D. Mello w swojej książce PRZEBUDZENIE (czesto o niej wspominam na swoim blogu) własnie o tym mwói, że jestesmy dla siebie, ale nie na własność, dziś ty , jutro ktoś inny, ale ty z nim czy bez niego powinieneś świcić swoim światłem.
Rzecz w tym, że w naszym wspólnym życiu trochę za dużo było mnie, a za mało Jego. Kochając siebie i życie, Jego samego i Jego potrzeby zgubiłem po drodze...
OdpowiedzUsuń